Aktualnosci: Walczę o męża, bo jest niewinny!

Rozmowa z Anną Stokłosą, żoną byłego senatora, współwłaścicielką Grupy Kapitałowej Farmutil HS.

Zdecydowała się Pani na udostępnienie i opublikowanie wniosku o wydanie listu żelaznego swojemu mężowi Henrykowi Stokłosie wraz z opiniami prawników, doradców podatkowych i materiałami źródłowymi. Jakie były motywy Pani decyzji.

- Decyzję o ujawnieniu całej prawdy o tzw. „aferze Stokłosy” podjęłam już dawno, ale czekałam na moment, kiedy tak zabezpieczę Farmutil pod względem prawnym, aby niechętne polskiemu biznesowi organy państwa nie mogły mu bezpośrednio zaszkodzić. Od grudnia ub. roku posiadam jako jedyna wszelkie pełnomocnictwa od męża dotyczące zarządzania Farmutilem i całą grupą kapitałową. Przyznam, że bałam się rządzących, którzy czyhali na mnie, stosując między innymi aresztowanie naszej pracownicy, terror, naciski i zastraszanie. Pracowałam więc bez wytchnienia, siedziałam cicho, aby ocalić zakład.

Zdecydowałam się na ujawnienie tych materiałów także dlatego, aby przeciąć wszelkie spekulacje. Po co ludzie mają się domyślać, plotkować, tworzyć nowe, niezgodne z rzeczywistością fakty. Nie mam nic do ukrycia.

Mąż był przez pięć kadencji senatorem RP i traktował swoich wyborców bardzo serio. Pomógł tysiącom ludzi i setkom organizacji. Nigdy się nie spodziewał, że coś takiego może go spotkać. Tyle kłamstw, przerażających politycznych manipulacji, krzywdzących pomówień i niesłusznych oskarżeń.

Z obserwacji i doświadczeń, które przyszło mi przeżyć, wiem, że wrogowie męża i naszej firmy skoordynowali z politykami Prawa i Sprawiedliwości swoje wysiłki w celu zniszczenia Henryka Stokłosy i jego dorobku gospodarczego. Ci pierwsi czynili to już od lat, a ci drudzy mieli to wypisane na swoich politycznych sztandarach.

Ta wspólna akcja rozpoczęła się latem ubiegłego roku. W lipcu za zgodą najwyższych władz państwowych funkcjonariusze CBŚ oraz prokuratury dokonali, angażując ogromne siły i środki, spektakularnego najazdu na naszą firmę i posiadłość. Do dzisiaj nie wiadomo na jakiej podstawie i w jakim celu.

W grudniu na podstawie pomówień zaaresztowano na pół roku dyrektor finansową Farmutilu. Nastąpiło to w czasie, kiedy firma przechodziła ważne przekształcenia własnościowo - restrukturyzacyjne. Aby bardziej zaszkodzić firmie, uczyniono to w okresie przedświątecznym, który jest czasem żniw dla zakładów mięsnych.

Ci, którzy wytoczyli przeciwko nam tak ciężką artylerię, byli przekonani, że nasz majątek powstał w wyniku jakichś gigantycznych nielegalnych transakcji, najlepiej narkotykowych, papierosowych lub paliwowych. Szukano na to dowodów wszędzie i z wielkim zaangażowaniem. Zawiedli się, bo nasz majątek powstał z ciężkiej pracy. Wszystko co osiągnęliśmy od samego początku, czyli od 1982 roku, do dnia dzisiejszego można wyliczyć, zważyć i skontrolować. Dlatego absurdalna była decyzja o zabezpieczeniu części naszego majątku w wysokości 20 mln. zł. Nigdy nie było i do dziś nie ma ku temu żadnych podstaw prawnych.

Działania naszych przeciwników nie przyniosły rezultatu. Ich inspiratorzy dziwili się, jakim prawem firma jeszcze stoi, pomimo urzędniczych represji i medialnej nagonki. To wymagało od nich nowej taktyki i nowych sposobów, aby pozbyć się ostatniej przeszkody na drodze do ostatecznego unicestwienia Farmutilu i całej grupy kapitałowej. Tą ostatnią przeszkodą była moja osoba. Myślę, że początkowo w ogóle mnie nie brali pod uwagę, a nawet zlekceważyli. Zbyt późno się zorientowali, że posiadam wszelkie niezbędne pełnomocnictwa, na mocy których uzyskałam nieograniczoną władzę nad naszym majątkiem i mogłam zarządzać nim w swoim i męża imieniu, a przede wszystkim, że poradziłam sobie psychicznie i merytorycznie.

To z tego samego środowiska, a wiem to na pewno, wyszła plotka o lekarzu z Gliwic, który rzekomo udzielił mężowi porady lekarskiej w czasie wyjazdu z Polski, o sobowtórze Stokłosy, który błąkał się po kraju a także powtarzana przez niektóre media, a wyssana z palca informacja o rzekomych wizytach Ludwika Dorna w Śmiłowie.

We wniosku o list żelazny dla Pani męża profesor Ćwiąkalski – co zrozumiałe – koncentruje się na osobie Henryka Stokłosy. Wspomina również o pewnej sytuacji, która dotyczy także Pani osoby i dowodzi, że Pani była również prześladowana przez organa ścigania. Czy coś więcej mogłaby Pani na ten temat powiedzieć?

- Tak i dysponuję dowodami, które potwierdzają, że w pewnym momencie usiłowano doprowadzić do aresztowania mnie, licząc na to, że brak osoby decyzyjnej w firmie szybko doprowadzi do jej upadku i dodatkowo spowoduje ujawnienie się mojego męża. Pomysł taki narodził się w pewnym środowisku politycznym, a zaangażowany w niego był poseł z naszego okręgu wyborczego. Nie wymienię jego nazwiska ze względu na trwającą właśnie kampanię wyborczą.

21 stycznia br. ponownie przeszukano dom i firmę. W dwa dni później miałam następną wizytę. Trzech wysokich rangą funkcjonariuszy przyszło do mojego domu, jak mnie poinformowali, w celu zabezpieczenia amunicji i broni, której nie zdążyli zabezpieczyć ich koledzy w dniu 21 stycznia. Natychmiast zorientowałam się, że to właśnie ta zapowiadana prowokacja, w wyniku której groziła mi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności. Po prostu podrzucono mi w domu naboje oraz części broni, których mieć nie powinnam. Nie dałam się jednak złapać, po prostu uciekłam z domu. Poinformowałam o tym fakcie komendanta wojewódzkiego policji, ministrów spraw wewnętrznych i administracji oraz sprawiedliwości, a później przewodniczącego sejmowej speckomisji posła Pawła Grasia.

Pijani policjanci z CBŚ wtargnęli do mieszkania syna, gdzie są małe dzieci i opuścili je dopiero po energicznej interwencji ich opiekunki. Moje mieszkanie było wielokrotnie przeszukiwane. Byłam częstokroć wzywana na przesłuchania, które miały wyraźnie charakter nękający, bo zadawano mi nieistotne i nie na temat pytania. Nękano mnie również w ten sposób, że wręczano wezwania na rozprawy sądowe dla męża zawsze w weekend wieczorem nachodząc mnie w domu. Mój dom do dziś jest pod ciągłą obserwacją, a ja jestem inwigilowana, choć nigdy nie postawiono mi żadnego zarzutu. Okazywano mi dokumenty podpisane przez mojego męża, kwestionując ich oryginalność i żądając potwierdzenia bądź zaprzeczenia ich autentyczności.

Już po raz drugi składa Pani wniosek o list żelazny dla męża, napotykając ciągle na opór ze strony prokuratury. Nie rozumiem go, wszak powrót Stokłosy umożliwiłby rozpoczęcie procesu i rozstrzygniecie o jego winie lub niewinności, a także ewentualnie o jego skazaniu. Może nikomu nie zależy na tym, aby Stokłosa powrócił do kraju i zaczął mówić?

- Prokuratura nie chce procesu Henryka Stokłosy, bo dowody, które zebrała, są - mówiąc wprost - zmanipulowane. Opierają się one na pomówieniach osób zagrożonych lub znajdujących się w tzw. areszcie wydobywczym. Brak poparcia wniosku przez prokuraturę, a w konsekwencji poprzednia decyzja sądu o odmowie wydania listu żelaznego, powoduje niepokojące zjawisko o charakterze wręcz korupcyjnym. Zgłaszają się do mnie osoby, które twierdzą, że za duże pieniądze są w stanie załatwić dojście do najwyżej postawionych urzędników, aby załatwić sprawę polubownie bez ośmieszenia osób winnych całej tej prowokacji. Mieszają w to kościół, Ojca Rydzyka itp. To są właśnie te patologie, z którymi rząd podobno ma zamiar walczyć, ale w tym przypadku sam je stwarza. .

Mój mąż jest niewinny. Nabrałam co do tego pewności po zapoznaniu się z ekspertyzami podatkowymi trzech renomowanych firm, które dokładnie przeanalizowały wszystko to, co zarzuca się mojemu mężowi. Wnioski są jednoznaczne – zarzuty, o których mówi się publicznie, nie zostały nawet uprawdopodobnione, wręcz przeciwnie – to fiskus jest winny pieniądze naszym firmom.

Ujawniając te materiały, chciałam umożliwić niektórym niedowiarkom, że w Polsce wszystko jest możliwe a szumne słowo „demokracja” jest tylko pięknym sloganem, że w wyniku zmowy esbecko-prokuratorskiej wspartej „czarnym pijarem” z każdego można zrobić przestępcę lub zbrodniarza. Tak uczyniono z moim mężem. Zmanipulowano ciężkie, nośne społecznie zarzuty, przypisano mężowi chuligańskie wybryki, umiejętnie to wszystko dozowano, aby w publicznej świadomości mój mąż zaczął egzystować jako typ spod ciemnej gwiazdy.

Jak Pani to wszystko przetrwała? Co Pani dodawało sił?

- Wiele zawdzięczam mojej rodzinie i przyjaciołom oraz współpracownikom, którzy wspierali mnie w trudnych sytuacjach, pomagali mi i doradzali. Myślę też, że jestem niezwykle odporną psychicznie osobą, a w chwilach zagrożenia mobilizuję się. Sądzę też, że zahartowałam się w czasie pięciu kampanii wyborczych mojego męża, w których zawsze pełno było agresji i nienawiści wobec nas. Potrafię oddzielać ziarno od plew, podejmuję szybko decyzje i jestem konsekwentna w ich realizacji. Kompletnie jestem odporna na plotki i intrygi.

Nawet jak zakładami kierował mąż, zawsze aktywnie uczestniczyłam w podejmowaniu najważniejszych decyzji. Wiele moich pomysłów zostało wdrożonych w życie. Najważniejszy z nich, który zakończył się pełnym sukcesem gospodarczym, to wybudowanie Domu Gościnnego „Pasibrzuch”. Wszystko tam jest według mojego pomysłu – od bryły architektonicznej obiektu, otoczenia i ogrodu, wystroju wewnętrznego nawiązującego do tradycji wielkopolskiej, aż po menu. Przez pierwsze trzy miesiące, dzień w dzień, po 12 godzin stałam przy patelniach i garnkach, aby zrealizować swój zamysł na tradycyjny, ciepły i przyjazny gościom dom gościnny. Do dzisiaj w wolnych chwilach uczestniczę w pracach kuchni, a najbardziej odstresowuje mnie obieranie ziemniaków.

Czy i jak zmieniły Panią ostatnie doświadczenia?

- Nauczyły mnie dużo, przede wszystkim stałam się mniej ufna i otwarta. Na co dzień kieruję się bardziej twardymi zasadami ekonomii niż emocjami, co mi ułatwia życie i zarządzanie firmami. Chociaż żal mi tej minionej atmosfery życzliwości, wzajemnego szacunku i wszystkiego tego, co powodowało, że człowiek dobrze się czuł we własnym otoczeniu, miejscowości i kraju. Myślę jednak, że jak już wszyscy się wzajemnie poobrażają, wyleją na siebie pomyje, utytłają w błotku wzajemnych zawiści, animozji, zazdrości, wreszcie zmęczą się i zatęsknią na powrót do atmosfery życzliwości i wzajemnego zaufania między ludźmi. Wpadną sobie znów w ramiona. Zapewne znajdą się też tacy, którzy dzisiaj wyrzekają się znajomości ze Stokłosą „jak żaba błota”. Myślę tu między innymi o pośle Stecu i proboszczu z Kaczor, którzy akurat bardzo wiele skorzystali na znajomości z moim mężem. Niewykluczone, że kiedyś znowu zakrzykną na jego widok „Heniu! Mordo ty moja! Ja zawsze stałem po twojej stronie i walczyłem o twoją godność jak lew”. Wtedy stanę się portierką i osobiście wyeliminuję takich osobników z progu naszej firmy i domu, aby już nigdy nie mieli okazji grać roli fałszywych przyjaciół.

Widzę dziś jak oni wszyscy się trzęsą ze strachu, jakimi są tchórzami. Śmieję się z nich ponieważ nie wiedzieć czemu bardziej się boją niż ja.

Wierzę także w to, że ja i moja rodzina mamy wielu prawdziwych przyjaciół. Chciałabym więc zaapelować do nich, aby dali temu wyraz w trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się w tej chwili mój mąż. Liczę na to, że zareagują na jego krzywdę, dadzą wyraz swojemu przekonaniu o jego niewinności w formie krótkiego oświadczenia – poręczenia, które pomóc może w uzyskaniu przez niego listu żelaznego. Znając Henryka Stokłosę, zaręczą za to, że uczciwie i rzetelnie wypełni zobowiązania wobec wymiaru sprawiedliwości i stawi się w każdej chwili na jego wezwanie. Poręczenia takie proszę kierować pod adresem naszej firmy (ZRP „Farmutil HS” S.A., Śmiłowo, ul. Przemysłowa 4, 64-810 Kaczory).

Rozmawiał Zbigniew Noska



 
Obsługa technicza Alfa TV
© Copyright 2005 Henryk Stokłosa. Wszystkie prawa zastrzezone.