Aktualnosci: 20 lat odrodzonego Senatu

3 lipca w Warszawie odbyły się uroczyste obchody XX-lecia odrodzonego Senatu RP, w których uczestniczyli senatorowie okręgu pilskiego poprzednich kadencji: Henryk Stokłosa, Tadeusz Rzemykowski i Janusz Kubiak. Niestety, pomimo pisemnych próśb kierowanych na ręce marszałka, Henryk Stokłosa nie został dopuszczony do głosu.

     Geneza Senatu sięga czasów obradującej u boku królów piastowskich rady królewskiej. Jej członkowie odgrywali pierwszoplanową rolę na zjazdach generalnych zwoływanych przez króla, głównie w celu uchwalania podatków. Sejm obradujący w 1493 roku, uważany za pierwszy Sejm ukształtowanego parlamentaryzmu polskiego, złożony był z trzech stanów: króla, Senatu i Izby Poselskiej. Senatowi przewodniczył król za pośrednictwem marszałka wielkiego koronnego. W czasie bezkrólewia Sejm zwoływał prymas – pierwszy senator Rzeczypospolitej. Skład Senatu opierał się na dożywotnio mianowanych przez króla dostojnikach królewskich. Do Senatu wchodzili z urzędu arcybiskupi i biskupi oraz dostojnicy świeccy: wojewodowie, kasztelanowie i wysocy urzędnicy państwowi.
W okresie rozbiorów Senat istniał w Księstwie Warszawskim, a następnie w Królestwie Polskim jako druga izba Sejmu posiadającego ograniczone uprawnienia. Po odzyskaniu niepodległości po I Wojnie Światowej Senat został wskrzeszony na mocy konstytucji marcowej z 1921 r. Senat II Rzeczypospolitej składał się ze 111 senatorów wybieranych w województwach na 5 lat. Konstytucja kwietniowa z 1935 r. rozszerzyła wprawdzie uprawnienia Senatu wobec Sejmu, ale obie izby sytuowała jako podrzędne wobec prezydenta. Senat składał się z 96 senatorów; 1/3 z nich mianował prezydent, a pozostałych, za pośrednictwem kolegiów elektorskich, wybierali obywatele spełniający określone wymogi wykształcenia, zasług i stanowiska. W okresie dwudziestolecia międzywojennego Senat wybierany był pięciokrotnie. Ostatnie posiedzenie Senatu II RP odbyło się 2 września 39 r., już po wkroczeniu armii niemieckiej do Polski.
Po wojnie w 1946 r. rozpisano referendum, znane pod nazwą „3 x tak”. Jego pierwsze pytanie brzmiało „Czy jesteś za zniesieniem Senatu?”. Na podstawie wyników referendum – sfałszowanych przez władze komunistyczne – ustanowiono w Polsce parlament jednoizbowy.
Senat został przywrócony w 1989 r. w wyniku porozumień „okrągłego stołu” i wybrany w pierwszych po wojnie całkowicie wolnych wyborach. Składa się ze 100 senatorów wybieranych na czteroletnie kadencje.
Senatorami okręgu pilskiego pierwszej kadencji byli Henryk Stokłosa i nieżyjący już Zdzisław Nowicki. W drugiej kadencji obok Henryka Stokłosy w senackich ławach zasiadł Krzysztof Horodecki. Mandaty senatorów III, IV i V kadencji pełnili nieprzerwanie Henryk Stokłosa i Tadeusz Rzemykowski. W szóstej kadencji senatorami okręgu pilskiego byli Mieczysław Augustyn i Janusz Kubiak. W obecnej – siódmej kadencji w Senacie zasiadają Mieczysław Augustyn i Piotr Głowski.
***
W piątkowych uroczystościach uczestniczyli Henryk Stokłosa, Tadeusz Rzemykowski i Janusz Kubiak. Głównym punktem było uroczyste posiedzenie Senatu RP uświetnione m.in. wystąpieniami byłych prezydentów Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego. Ze względu na znaczną liczbę aktualnych i byłych senatorów oraz zaproszonych gości, miejscem obrad była sala posiedzeń Sejmu.
Porządek obrad ograniczył się tylko do oficjalnych wystąpień. Zabrakło miejsca na dyskusję. Pomimo wcześniejszych pisemnych próśb, głosu nie udzielono Henrykowi Stokłosie, który jako drugi stażem senator (po Zbigniewie Romaszewskim) zamierzał w kilku słowach podzielić się swoimi refleksjami na temat pracy w Senacie. Jak się okazało, chętnych do zabrania głosu było znacznie więcej. Niestety, decyzją marszałka Borusewicza, takiej możliwości nie stworzono, co było zresztą przedmiotem kuluarowych narzekań. Przemówienie Henryka Stokłosy, którego nie mógł wygłosić na otwartym forum, prezentujemy poniżej.
W sejmowych korytarzach Henryk Stokłosa znalazł się pod obstrzałem dziennikarskich kamer i mikrofonów. – Poświęciłem pracy w Senacie 16 lat swojego życia. Przyjechałem tu w odpowiedzi na imienne zaproszenie, pomimo tego, że niektórym moja obecność w tym miejscu się nie podoba i nigdy nie podobała, czego nie ukrywają nawet w publicznych wystąpieniach – mówił Henryk Stokłosa. – Jestem na tej uroczystości po to, aby uczcić rocznicę historycznych dla naszego kraju wydarzeń, a nie po to, aby rozmawiać o sprawie, którą wytoczyła mi poprzednia ekipa rządząca. Serdecznie zapraszam do Sądu Okręgowego w Poznaniu, przed którym toczy się sprawa - dodał pytany o toczące się przeciwko niemu postępowanie.
Po zakończeniu części oficjalnej, na schodach holu głównego Sejmu, senatorowie wszystkich kadencji stanęli do wspólnej fotografii, by udać się na uroczysty bankiet zorganizowany na tarasach gmachu Senatu i w pobliskich ogrodach. Tam wjechał ogromnych rozmiarów urodzinowy tort, a następnie posadzono symboliczny dąb. Potem przyszedł już czas na długie rozmowy, którym towarzyszyła piękna pogoda, muzyka tria jazzowego oraz sympatyczna atmosfera.

Wystąpienie, którego bał się
marszałek Borusewicz

     Panie Marszałku!
Jak każdy z tu obecnych otrzymałem imienne zaproszenie na dzisiejsze uroczyste posiedzenie Senatu. Co prawda Pan Marszałek próbował zniechęcić mnie do udziału w dzisiejszych uroczystościach swoją nietaktowną wypowiedzią w Poznaniu, ale ja tu jestem obecny z woli swojego wieloletniego i wielotysięcznego elektoratu. Zachowanie to zmobilizowało mnie nie tylko do pojawienia się tutaj, ale także do zabrania głosu. Pan, Panie Marszałku, zapomniał bowiem o podstawowej zasadzie naszego prawa – zasadzie domniemania niewinności. Proces mój trwa jeszcze, a wyrok nie zapadł. Jestem więc niewinny i czuję się niewinny.
Panie Marszałku! Szanowni Państwo!
W tej niefortunnej wypowiedzi marszałka Borusewicza tkwi nuta niechęci do mnie, którą odczuwałem przez całe 16 lat mojego senatorowania. W postsolidarnościowych kręgach nigdy bowiem nie wybaczono mi tego, że jako jedyny spoza tak zwanej „drużyny Lecha” trafiłem do Senatu z woli wyborców ówczesnego województwa pilskiego.
Gdy dziś dokonuję oceny swojej „przygody z polityką”, mam mieszane odczucia. Z jednej strony, dla mnie – syna rolnika, który od szkoły średniej musiał utrzymać i wykształcić się sam, to niebywały sukces i prestiż. Z drugiej – decyzję o kandydowaniu w pierwszych demokratycznych wyborach podjąłem nie znając prawdziwych intencji przyszłych elit rządowych. To był impuls spowodowany własnymi przemyśleniami. „Odniosłeś sukces gospodarczy – myślałem wtedy – jesteś jednym z pierwszych polskich kapitalistów. Podziel się swymi doświadczeniami z innymi. Trzeba dokonać zmian w prawie, dostosować je do wolnorynkowych realiów, by inni mogli pójść Twoją drogą.”
Uwierzyłem w ogólnonarodowy zryw, atmosferę radości i nadziei, że los naszej Ojczyzny nareszcie spocznie w rękach ludzi szlachetnych, mądrych i przedsiębiorczych, a nasza gospodarka szybko dorówna krajom Europy Zachodniej. Byłem przekonany, że należy, a wręcz oczekuje się od obywateli pracy, na której się najlepiej znają, że w ocenie ludzkich dokonań przywrócona zostanie biblijna zasada „po czynach ich poznacie”. Bez reszty wraz ze współpracownikami oddałem się pracy na rzecz regionu i kraju, dzieląc się hojnie jej rezultatami z tymi, którzy byli mniej zaradni. Nigdy mi nie przyszło na myśl, że mogę być za to kiedyś upokarzany i ukarany. Naiwnie sądziłem, że Polska jest dla wszystkich Polaków, a demony przeszłości odeszły w niebyt.
Jakże się myliłem. Nie zauważyłem nawet pierwszych symptomów nienawiści i odwetu. Bo zarzuty które obecnie stawia mi prokuratura mają w gruncie rzeczy podłoże polityczne. Jestem przekonany, że są one swoistą formą zemsty za tamten sukces, za to, że konsekwentnie byłem niezależnym gospodarczo i politycznie.
Mimo goryczy, jaka przemawia dzisiaj przeze mnie, nie żałuję tych szesnastu lat spędzonych w tej izbie. Wiele się tu nauczyłem i być może inni czegoś nauczyli się ode mnie. Wielu otworzyłem okno na świat i spowodowałem, że byli w miejscach i uczestniczyli w sytuacjach, o których dotąd nie śmieli nawet marzyć.
Żadne oszczerstwa, prześmiewcze artykuły i oceny, nie zmienią prostej prawdy: Moi wyborcy akceptowali mnie nie dlatego, że stosowałem niekonwencjonalne socjotechniki i umiałem przekupić ich gadżetami. Takie opinie obrażają ich inteligencję. Wielkopolanie szanują nie słowa lecz konkrety. Nigdy też nie chcieli zaakceptować dwubiegunowości politycznego myślenia, tak charakterystycznego dla tamtych lat. I dlatego konsekwentnie głosowali na mnie. Zdawali sobie sprawę z tego, że nowy ustrój wymaga silnych ludzi, którzy sobie w zmienionych warunkach dobrze radzą. Potrzebowali wzorca, który pokaże, w jaki sposób zapewnić sobie dostatek i pomyślne życie w rodzącym się właśnie kapitalizmie. Miałem wtedy i mam dziś ograniczone zaufanie do „pijaru”, ponieważ wbrew poglądom niektórych polityków wierzę w mądrość Polaków i nie zgadzam się z tezą, że „głupi lud wszystko kupi”.
Panie Marszałku! Szanowni Państwo!
Pierwsze posiedzenie Senatu było wydarzeniem na miarę epoki. Takiej euforii, zaufania i bezwarunkowej akceptacji dla nowej władzy i przedstawicieli narodu w parlamencie nie było nigdy przedtem ani potem. To były wspaniałe dni! I chciałbym je przeżyć jeszcze raz.

fot.
Henryk Stokłosa „cieszył się” sporym zainteresowaniem dziennikarzy

 



 
Obsługa technicza Alfa TV
© Copyright 2005 Henryk Stokłosa. Wszystkie prawa zastrzezone.