Moja wizytówka

Henryk Stokłosa


Stokłosa wygrał z Polską

  • 08 listopad 2011

Trybunał w Strasburgu ponownie przyznał rację senatorowi Henrykowi Stokłosie, orzekając ostatecznie, że jego aresztowanie było niesłuszne i naruszyło przepisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Mimo że koncepcja IV. Rzeczypospolitej odeszła w niesławie do lamusa historii, ciągle tu i ówdzie dają o sobie znać jej pogrobowcy – zwłaszcza w prokuraturach, gdzie wpływy ministra Zbigniewa Ziobry, fanatycznego wyznawcy tej koncepcji, były najsilniejsze. Ich sposób myślenia i działania sprowadzał się do tezy sformułowanej przez jednego ze współpracowników niesławnej pamięci ministra, że "nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani". Skutki takiego postępowania prokuratury ujawniają wyroki Trybunału w Strasburgu, które ośmieszają polski wymiar sprawiedliwości, skazując przy okazji często niewinnych ludzi na "śmierć cywilną" bądź społeczne unicestwienie. Niejednokrotnie wiele lat wysiłku i ciężkiej pracy ofiar nadużyć organów ścigania, wali się w gruzy w ciągu minut i nic nie jest w stanie tego zatrzymać.

Kilka dni temu ETPC po raz drugi dowiódł, że aresztowanie senatora Henryka Stokłosy i przetrzymywanie go przez blisko rok w areszcie śledczym było nieuzasadnione i pogwałciło zapisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka określone w art. 5 par. 3 oraz art. 6.

Przypomnijmy, że do zatrzymania senatora doszło 12 listopada 2007 r., podczas kontroli drogowej w okolicach Hamburga. Podstawą był europejski nakaz aresztowania, wydany w styczniu tegoż roku. Do Polski Stokłosę wydano 19 grudnia. 21 grudnia warszawski sąd postanowił o tymczasowym aresztowaniu biznesmena. Na tę właśnie decyzję Henryk Stokłosa poskarżył się do Strasburga. Wskazał, że decyzję o tymczasowym aresztowaniu wydał nie sędzia, lecz asesor i to czyni tę decyzję bezprawną.

Sąd w Strasburgu przyznał Stokłosie rację. Uznał, że pogwałcone zostały zapisy Konwencji Praw Człowieka, które mówią o tym, że "sędzia lub inny urzędnik uprawniony przez ustawę do wykonywania władzy sądowej powinien być niezawisły i bezstronny". Tymczasem asesorzy, w przeciwieństwie do sędziów, tych wymogów nie spełniają. Według Trybunału, podejmujący decyzję asesor nie miał pełnej gwarancji niezawisłości i mógł podlegać naciskom politycznym, albowiem w polskim systemie prawnym asesor jest uzależniony od ministra sprawiedliwości, a więc od władzy wykonawczej, a to nie daje gwarancji pełnej niezależności i niezawisłości osób wykonujących tę funkcję.

Postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztowania wobec Henryka Stokłosy zostało wydane przez asesora i to w dniu złożenia wniosku przez prokuratora. Przed wydaniem decyzji asesor fizycznie nie był w stanie zapoznać się nie tylko z obszerną całością akt sprawy, ale nawet z ich częścią, kluczową dla oceny wniosku prokuratora. Co więcej, orzekając o zastosowaniu aresztu, asesor działał w sytuacji presji medialnej. Był jakby wypchnięty przez swoich przełożonych, aby "klepnąć" sprawę i zdjąć odpowiedzialność z pełnoprawnego sędziego. Takie działanie spełniało cele polityczne ówczesnej władzy – upokorzenie biznesmena Henryka Stokłosy. Bo jak inaczej zakwalifikować fakt, że senatora wówczas pięciu kadencji, człowieka, który z niczego stworzył kilkanaście tysięcy miejsc pracy, zamyka jak pospolitego przestępcę w areszcie o obostrzonym rygorze młody i niedoświadczony przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości.

Tak się złożyło, że w czasie aresztowania Stokłosy Trybunał Konstytucyjny wskazał, że przepisy regulujące pracę asesorów są niezgodne z Konstytucją RP i nie spełniają europejskich standardów. Dziś asesor nie ma więc już takich uprawnień, ale w momencie aresztowania Henryka Stokłosy była to powszechnie stosowanapraktyka. Zmuszanie młodego i niedoświadczonego prawnika do podejmowania decyzji w sprawach tak skomplikowanych i w tak krótkim terminie było w IV. RP przejawem lekceważenia prawa i braku szacunku dla godności polskich obywateli przez urząd prokuratorski, który powinien stać na straży tych wartości. Trybunał w Strasburgu, rozpatrując skargę senatora, obnażył patologię polskiego wymiaru sprawiedliwości: - Ta decyzja jasno pokazuje, jak wygląda polska demokracja – skomentował wyrok Trybunału senator Stokłosa.

Mniej lakoniczna w swej ocenie była Anna Stokłosa – współautorka i współbohaterka książki pt. "Anna i Henryk Stokłosowie w szponach władzy", która kilka ostatnich lat poświęciła walce z patologiami polskiego systemu wymiaru sprawiedliwości.

- Werdykt trybunału strasburskiego przyjęłam bez większej satysfakcji. Dowodzi on bowiem, jak zdemoralizowana jest polska prokuratura i jak często łamie ona podstawowe prawa człowieka. Wyrok ten utwierdził mnie w przekonaniu, że niektóre instytucje państwa polskiego, w szponach których znalazł się mój mąż, ja i cała rodzina, nasze firmy i zatrudnieni w nich ludzie zmierzały w imię partykularnych interesów określonych grup politycznych i biznesowych do unicestwienia mojego męża i zniszczenia naszego dorobku. Na szczęście człowiek zdeterminowany i doprowadzony do ostateczności ma pewne szanse się przed nimi obronić. Choć nie jest to łatwe.

Niestety, mam wrażenie, że wymiar sprawiedliwości nie wyciąga wniosków z orzeczeń Trybunału w Strasburgu a represje trwają nadal. Od dłuższego czasu sąd w Poznaniu, odmawiając mężowi wydania paszportu, uderza w nasze firmy, bo ich główny akcjonariusz i udziałowiec pozbawiony jest możliwości pertraktowania międzynarodowych kontraktów. Tym samym nasze firmy w dobie kryzysu napotykają na dodatkowe bariery. Do tego sąd wciąż posługuje się nieprawdziwą argumentacją, twierdząc że mój mąż w 2006 roku uciekł z kraju. Tymczasem on nie uciekł lecz legalnie wyjechał, za wiedzą i aprobatą władz, bo wywoził broń, na którą musiał uzyskać pozwolenie i określić termin wyjazdu. Nie otrzymał żadnego wezwania do prokuratury, była za to tania sensacja i medialna nagonka, która spowodowała, że chciał wrócić i już w po kilku tygodniach wystąpił o list żelazny. Jednak wówczas zaczęła się zabawa proceduralna. Wniosek o wydanie listu żelaznego przerzucano z sądu do sądu, prokurator posługiwał się fałszywymi uzasadnieniami potrzeby przedłużenia aresztu, a na koniec zadał pytanie: co nowego się wydarzyło od dnia przedstawienia zarzutów do dnia, w którym wyszedł z aresztu? Wyszło więc na to, że mój mąż siedział w areszcie bez żadnego konkretnego powodu. W sytuacji jaką wytworzyło wówczas nasze Państwo, nikt odpowiedzialny za rodzinę i swoje firmy nie wróciłby tu.

Przypomnijmy, że konstruując aferę Stokłosy, prokuratura posłużyła się zatrzymanym jego byłym doradcą podatkowym Marianem Janowiakiem, w przeszłości ściganym pod zarzutem przestępstw gospodarczych. Janowiak w swoim zatrzymaniu i współpracy z organami ścigania dostrzegł szansę na oczyszczenie swojej przeszłości. W zamian w swoich zeznaniach przypisał działania korupcyjne Henrykowi Stokłosie, dyrektor finansowej jego firmy, prezesowi sądu administracyjnego oraz urzędnikom ministerstwa finansów. Ci ostatni zostali już uniewinnieni wyrokiem warszawskiego sądu, co zasadniczo podważyło wiarygodność zeznań byłego doradcy. Jednak prokurator Kiełek zdaje się zupełnie nie zważać na tę okoliczność. W swym zacietrzewieniu stara się na siłę uwiarygodnić swoje oskarżenia oparte na zeznaniach Janowiaka – schorowanego człowieka w podeszłym wieku, do tego – co udowodnił przed sądem – mającego spore problemy z pamięcią.

***

Państwo Stokłosowie mają pełne prawo do krytycznej oceny funkcjonowania polskiej demokracji. Wszak już po raz drugi Trybunał w Strasburgu interweniuje w sprawie senatora ze Śmiłowa. Na początku tego roku rozpatrzył skargę dotyczącą faktu, że zarówno Henryk Stokłosa, jak i jego obrońcy, byli przez pewien okres czasu pozbawieni możliwości dostępu do akt postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Warszawa Praga. - Sprawa była oczywista – komentował wtedy prawnik Henryka Stokłosy, prof. Jarosław Majewski - Jasnym jest bowiem dla każdego, że bez posiadania, przynajmniej w ograniczonym zakresie, dostępu do akt, trudno przygotować obronę, a w szczególności odpierać argumenty prokuratora z wniosku o przedłużenie aresztu. W konsekwencji żaden z obrońców nie był w stanie sporządzić skutecznego środka odwoławczego od postanowienia sądu pierwszej instancji o zastosowaniu tymczasowego aresztu. W tym przypadku nie została zatem dochowana zasada dwuinstancyjności postępowania.Decyzją ETPC sprawę wygraliśmy. Państwo Polskie przyznało się do błędu i wyszło z propozycją ugodowego załatwienia sprawy. Sąd nakazał skreślić z listy spraw naszą skargę w tej części, w której strona rządowa przyznała się do naruszenia art. 5 ust. 4 Konwencji (brak dostępu do akt) oraz zasądził na rzecz Henryka Stokłosy (jako formę zadośćuczynienia) pokaźną kwotę finansową.

***

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie zmienia sytuacji prawnej Henryka Stokłosy, ani też nie zmienia ważności śledztw prowadzonych przeciwko niemu. Dlatego nadal podejmuje on wiele różnych kroków, by dowieść, że jest niewinny, a zarzuty wobec niego są bezzasadne. Wierzy, że kiedyś doczeka się sprawiedliwości. Przy wsparciu swojej żony walczy więc o uczciwe i zgodne z prawem traktowanie go przez wymiar sprawiedliwości. - Jestem głęboko przekonany – mówi – że organy Rzeczypospolitej Polskiej podejmowały w stosunku do mnie działania pod presją nacisków politycznych. W związku z tym, że przez sześć kadencji sprawowałem funkcję senatora RP oraz jestem powszechnie znany w Polsce jako przedsiębiorca, stałem się swoistym zakładnikiem kolejnych ekip rządzących. Rezultatem powyższego było utrzymywanie w stosunku do mnie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania przy braku do tego wystarczających podstaw. Argumenty podnoszone przez prowadzącego moją sprawę prokuratora Kiełka w toku śledztwa miały na celu uzasadnienie z góry przyjętej tezy, że "miejsce Stokłosy jest za kratkami".

W tym miejscu warto przypomnieć, że tej treści wypowiedź padła w programie telewizji publicznej z ust byłego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Wypowiedź ta – biorąc pod uwagę specyficzne uwarunkowania polityczne w okresie pełnienia rządów przez PiS – z oczywistych względów mogła wywołać presję na pracowników wymiaru sprawiedliwości i sugerować prokuratorom w wyraźny sposób kierunki postępowania. Henryk Stokłosa odczuł to na własnej skórze. - Jak byłem w areszcie na Mokotowie, prokurator Kiełek powiedział mi, że już dawno powinienem być załatwiony przez prokuratora z Ciechanowa, ale dopiero jemu się to udało.

Takie postępowanie prokuratury - dodajmy od siebie - uwłacza godności świadków i jest ewidentnym dowodem na łamanie przez prokuraturę europejskiej karty praw człowieka. Dowodzi też, jak głęboko w psychice prokuratora Kiełka zagnieździły się metody żywcem wyjęte z okresu "ziobrzyzmu", którego patologie pokutują jeszcze do dziś w polskim wymiarze sprawiedliwości.

Liczne przykłady omijania prawa, inspirowania medialnych nacisków i kontrolowanych przecieków, które prokurator Kiełek stosował w trakcie postępowania przygotowawczego, można znaleźć w książce "Anna i Henryk Stokłosowie w szponach władzy". Książka ta odsłania kulisy postępowania niektórych instytucji państwa polskiego, w tym zwłaszcza prokuratury, wobec Henryka Stokłosy, jego żony oraz pracowników jego firm, którzy do dziś odczuwają gospodarcze skutki stosowanych represji.

"Nagannym jest to – pisze w książce Anna Stokłosa - że w kraju należącym do Unii Europejskiej dochodzi do tak wielu nieprawidłowości i przekraczania prawa przez organy wymiaru sprawiedliwości. W rzeczywistości stan świadomości niektórych prokuratorów nie zmienił się od lat, a mój mąż jest żywym przykładem obiektu, na którym doświadcza się nadal metod z okresu stalinizmu. W naszym kraju dzieje się bardzo dużo nadużyć dotyczących życia i osobistych tragedii wielu niewinnych ludzi, którzy pozbawieni wszelkich możliwości obrony, stają do nierównej walki z własnym państwem. System jest tak skonstruowany, aby uderzać w obywatela."

Trzeba podkreślić, że w ostatnich latach nasz kraj znalazł się pod lawiną wyroków Trybunału w Strasburgu. W konsekwencji państwo polskie musi wypłacać milionowe odszkodowania. Niestety błędne decyzje organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości z reguły obciążają budżet państwa, a nie prywatne kieszenie osób podejmujących ośmieszające nasz kraj decyzje.

***

Stokłosowie nie czują satysfakcji, że w Strasburgu wygrali z Polską. Natomiast stawiają ważne dla nas wszystkich pytania: Kto i kiedy sprawi, by w imieniu państwa polskiego i w obronie jego interesów nie stawali ludzie zacietrzewieni, łamiący obowiązujące w Polsce prawo, omijający świadomie Europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka oraz posługujący się metodami z zupełnie innej choć stosunkowo nieodległej w czasie epoki historycznej? Czy państwo polskie może poprzez podlegle sobie urzędy wykończyć polskiego obywatela zgodnie z prawem? Czy prawo państwa polskiego, które pozwala wykończyć obywatela, jest jeszcze prawem? Czy w takim razie państwo polskie jest państwem prawa?

Oto pytania, na które warto sobie odpowiedzieć w kontekście decyzji Trybunału w Strasburgu.

(red)


Dane kontaktowe

Biuro Henryka Stokłosy

Śmiłowo, ul. Pilska 48
64-810 Kaczory

  henryk.stoklosa@farmutil.pl

  tel. 67 281 41 40

  kom. 667 984 000

  fax 67 281 41 44


 

Rzecznik Prasowy

Marek Barabasz

  rzecznik@farmutil.pl

  kom. 667 984 040