Moja wizytówka

Henryk Stokłosa


Jak szukano haków na Stokłosę

  • 18 sierpień 2007

Kilka dni temu „Dziennik” poinformował, że Komendant Główny Policji polecił podwładnym „rejestrować i rozpracowywać ekologów na terenie całego kraju”.

Ekolodzy w potrzasku

Kilka dni temu „Dziennik” poinformował, że Komendant Główny Policji polecił podwładnym „rejestrować i rozpracowywać ekologów na terenie całego kraju”.

Reporterzy „Dziennika” ustalili, że „pismo z sygnaturą WK-II-146/2006 dotarło do 16 komend wojewódzkich i Komendy Stołecznej w minioną środę. Podpisał się pod nim szef policji Konrad Kornatowski.

Dysponujemy nagraniem, które demaskuje mechanizm gromadzenia ,,dowodów'' przeciwko senatorowi Henrykowi Stokłosie.

Krystyna Lemanowicz to szefowa pilskiego hospicjum, od jakiegoś czasu przedstawiająca się jako działaczka Ruchu Przeciw Bezradności Społecznej. Ściśle współpracując ze Stowarzyszeniem Ekologicznym Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej, należy do najbardziej zajadłych krytyków senatora Henryka Stokłosy. Dochodziły do mnie bardzo różne informacje na temat prześladowania ludzi, bicia, maltretowania... Straszono ich pobiciem, podpaleniem domu... Wszystkie te sprawy toczą się wokół jednego zakładu, zakładu Farmutil (...). Te sprawy powinny ujrzeć światło dzienne. Nie może być tak, żeby senator Stokłosa, przedsiębiorca, był jednocześnie katem, policjantem, prokuratorem, sądem. Po prostu należy z tym skończyć i powiedzieć dość! - mówiła niedawno w jednym z wywiadów. Lemanowicz rozpowiada wszem i wobec, że - przy pomocy innych działaczy SEPZN - zbiera dla Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dokumenty świadczące o ,,przestępczej'' działalności Henryka Stokłosy.
Jesteśmy w posiadaniu niepodważalnego dowodu na sposób zbierania takich materiałów. 14 lipca 2005 roku Krystyna Lemanowicz wraz z inną anty-Stokłosową działaczką SEPZN przyjechały Nissanem Almera koloru srebrny metalik na pilskich rejestracjach do wsi Próchnowo w powiecie wałeckim. Spotkały się tam z pracownikiem miejscowego zakładu rolnego, należącego do H. Stokłosy. Pracownik - jak wyjaśnia: ,,w razie czego'' - postanowił rozmowę nagrać. Dysponujemy tym nagraniem. Przedstawia ono w jaskrawy sposób mechanizm poszukiwania ,,haków'' na Stokłosę.
W skrócie rozmowa przebiegała tak:
Od początku spotkania Lemanowicz i jej towarzyszka usiłowały wymóc na rozmówcy oświadczenie, iż ten został kiedyś poszkodowany przez ochroniarza firmy senatora Stokłosy. Obiecywały przyjazd telewizji. Kiedy mężczyzna kategorycznie zaprzeczał, próbowały podejścia z innej flanki: wypytywały o jego pracę w gospodarstwie, zarobki, charakter zatrudnienia itp. Nie kryły, że chcą usłyszeć na temat Stokłosy ,,cokolwiek'', byle złego. Wreszcie poirytowana brakiem oczekiwanych informacji Lemanowicz wybuchła: ,,Dlaczego wy się boicie mówić?''. Gdy mężczyzna oświadczył, że na wiosce ludzie za pieniądze powiedzą wszystko, co kto chce usłyszeć, Lemanowicz zapytała, ile kosztowałyby informacje o Stokłosie? Ani Krystyny Lemanowicz, ani towarzyszącej jej kobiety w najmniejszym stopniu nie interesowały pozytywne relacje o właścicielu Farmutilu. Ostatecznie opuściły Próchnowo wyraźnie zawiedzione efektem spotkania.
To wszystko - i jeszcze więcej - słychać na taśmie, którą mamy w posiadaniu. Oto pełny zapis zarejestrowanej rozmowy.

*
Ja jestem, proszę pana, z Komitetu Przeciw Bezradności Społecznej, pracuję przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, nazywam się Krystyna Lemanowicz. Prowadzimy sprawy poszkodowanych ludzi przez pana senatora Stokłosę i jego ochroniarzy.
- Ale dlaczego z tym do mnie?
No bo pan też musiał być jednak w pewnym momencie...
- Co, gdzie musiałem być?
No niech się pan przyzna.
- A do czego ja mam się przyznać?
No jakiś miał pan kontakt z ochroniarzem, który pana wywlókł gdzieś do lasu. Co mógłby pan na ten temat powiedzieć?
- Ale co pani chce wiedzieć?
Wszystko. Co złego pana spotkało z ich strony?
- Z ich strony? Nic. A co mnie miało złego spotkać?
No mówią co innego ludzie tutaj.
- Którzy ludzie?
No ci, co z nimi rozmawiałyśmy. Jest ich bardzo wielu.
- A mógłbym wiedzieć, skąd pani jest? [pytanie do kobiety towarzyszącej Lemanowicz - red.]
Z Piły.
- Telewizja, radio, czy coś?
Telewizja będzie później. Ja chcę panu pokazać, żeby pan troszkę więcej wiedział. Tu są pierwsze gazety ogólnopolskie na temat pana Stokłosy. Tu jest, proszę pana, opisane...
- To akurat czytałem
Tu jest dzisiejsze sprostowanie, w którym Stokłosa uznał, że to wszystko, co napisano, jest nieprawdą. No ale takie dowody i nasze dokumenty wskazały na to, że jednak pan Stokłosa kłamie i nie ma racji.
Tutaj pana kolega jest na zdjęciu...
- Gdzie tu jest mój kolega?
A Pawła pan nie zna, Sobczaka?
- Nie.
Może i nie...
A tutaj są sprawy, które my prowadzimy, te wszystkie teczki to są poszkodowani. I pan jakby łączy pewne ogniwo...
- Ja?
Występujemy do Fundacji Helsińskiej o to, żeby [Stokłosa - red.] zapłacił odszkodowania dla ludzi poszkodowanych w różny sposób: czy zastraszanie, czy pobicie, czy przetrzymywanie w garażu, czy wywożenie gdzieś tam do lasu. Cokolwiek. Cokolwiek się wydarzyło przez ten czas, tutaj na tym terenie, ale nie tylko na tym, bo i w Pile, i Osiek, Wągrowiec, Mirosławiec, częściowo i Poznań. Bardzo dużo ludzi jest zastraszonych, ale przestali już być zastraszeni, zaczynają bardzo dużo mówić. Tu są te nowe dokumenty, część dokumentów jest w Fundacji Helsińskiej. W sprawie tej zaangażowane są bardzo znane osoby: prof. Rzepliński, który w tej chwili został Rzecznikiem Praw Obywatelskich, prof. Zoll, który był Rzecznikiem Praw Obywatelskich, prawnicy Fundacji Helsińskiej, Strasburg i tak dalej. Chcę panu uświadomić tylko tyle, że nie jest pan jakby odizolowany i sam w tym wszystkim. Pan może być dla nas anonimową osobą, jeśli pan uzna, że to co pan powie, albo wskaże nam na coś, i nie chce pan, aby pana nazwisko czy imię występowało, będzie pan osobą anonimową. Ale chcemy, by pan po prostu nam wskazał, albo pomógł w jakiejś sprawie.
- Ale w jakiej?
Konkretnie chodzi nam o ochroniarza, który, no, zachowywał się niezgodnie z ludzką naturą. Zastraszał, bił, który wywoził ludzi i tak dalej.
- A kogo wywoził, kogo bił? Ja nie wiem o takim czymś.
No ale jak pan czytał ,,Przekrój'' poprzedni, tak?, to pan widział nazwisko Paweł Sobczak i obcięty palec.
- No ale kiedy to było?
No było parę lat temu, ale my [do tego - red.] wracamy; nawet jest sprawa, która była 13 lat temu, ten człowiek, który ma obciętą nogę. I to wszystko jakby nabiera nowej mocy prawnej, nie ma przedawnienia. Żadna sprawa, która dotyczy ludzkiego życia... I w każdej sprawie od nowa jest robione dochodzenie.. I każda osoba, do której w jakiś sposób docieramy, musi nam jakby wnieść coś nowego.
- Chciałbym o coś zapytać. A dlaczego ja jestem łączony z tą sprawą?
Pan nie jest łączony. To jest przypadek, że pan tu jest.
- A dlaczego przypadek?
No ktoś powiedział, że pan nam może coś pomóc.
- Ale kto?
Tego nie mogę powiedzieć.
- No ale w czym ja mogę wam pomóc? No jak ktoś powiedział...
Prawdopodobnie pan był w jakiś sposób poszkodowany przez jednego z ochroniarzy...
- Ja byłem poszkodowany?
Tak. Był pan wywieziony, zastraszany, czy coś w tym sensie.
- Ale ja nie byłem.
A czego się pan boi? Czemu pan jest wystraszony?
- Dlaczego ja mam być wystraszony? Że ktoś powiedział, że niby ktoś mnie wywiózł?
No widocznie pan nie miał takich zdarzeń, może to jest po prostu zwykła...
- Zwykła ściema.
Może być też tak.
- Jak ja mogę tak powiedzieć, skoro pracuję u Stokłosy prawie siedem lat?
I wszystko jest w porządku?
- Wszystko jest w porządku. Dzwonicie do mnie i ja nie wiem, o co chodzi.
Już pan wie...
Widocznie to nie ten pan, tylko ktoś inny...
Pan u Stokłosy co robi?
- Jestem pracownikiem fizycznym.
Tu w tym gospodarstwie?
- Tutaj, tak, w Próchnowie.
Dlaczego wy się boicie mówić? Skoro mówicie do osób, które chcą wam... [...] To znaczy co? My mamy wam płacić, za to byście byli bezpieczni? My tu chyba żyjemy na jakimś, kurwa, nie wiem, gdzie - w Afryce!
- No ale tak jest, pani...
Jak ja dam komuś pieniądze, to ten ktoś powie?
- No a nie? Za parę groszy powiedzą wszystko, co kto chce.
No dobra, niech pan mówi!
- Stokłosa zrobił boisko...
No wiem, no i co?
- Jest obora, widziała pani, jak kiedyś to wyglądało?
To jest jego interes.
- Ludziom daje zatrudnienie...
Ilu tu ludzi pracuje?
- Dużo.
No ile dużo? Dwudziestu?
- Mam pani wyliczać? Dużo, no dużo...
Ale dla mnie dużo to jest tysiąc.
- No akurat u nas to nie tysiąc, ale troszkę jest... Jest hodowla koni, są świnie, są krowy, są uprawiane pola i ludzie pracują. Zgłosili do Stokłosy, żeby zrobił boisko i zrobił boisko. No i kto naprzeciwko mu powie? Nikt tu naprzeciwko nie powie. Zgadza się, czy nie?
Jak dba o was, to pewnie, że nie.
- No bo dba o nas... No bo dba. Nikt nie zaprzeczy.
A ile ja bym musiała na przykład zapłacić, żeby się czegoś dowiedzieć?
- Tego ja nie wiem. Ja się cieszę, że on dał mi pracę, że ja pracuję u niego.
3 złote na godzinę ma pan?
- Więcej. Więcej mam.
Jak pan jest zatrudniony? Na stałe, czy umowa zlecenie?
- Na stałe. I tyle mi płaci, że starczy na utrzymanie dziecka, bo mam dziecko małe. I mi wystarcza. A ci, co odeszli, to teraz na niego gadają. A jak pracowali, to nikt na niego złego słowa nie powiedział. No bo tak jest.
A czemu ci, co odeszli, mówią źle o nim? Jak był dobrym pracodawcą to przecież...
- Bo jest dobrym pracodawcą. Jak pracowali u niego, to dobrze było, a jak odeszli, to źle, bo to, bo to. Ale już po fakcie. Jak u niego pracowali, to mówili: dobry pracodawca, bo na czas wypłaca. No bo na czas wypłaca. Przychodzi ten dziesiąty, wypłata jest na czas, tak, jak na umowie.
No to dobrze, w porządku, skoro nie macie żadnych problemów...
- Tu każdemu, kto chce pracować, Stokłosa daje pracę. Kto chce. Jak ludzie mają zaległe za wodę, to nie chce pieniędzy, tylko mówi, żeby odrobić. Idzie człowiek do ogródka, odrobi i wszystko jest w porządku.
No a dlaczego nie muszą płacić za wodę? On ma ujęcie wody?
- Tak, ma hydrofornię. Ktoś tam ma zaległość, proszę: idzie odrobić. Nie trzeba pieniędzy, albo że musisz zapłacić. Idziesz, odrobisz, dwa dni czy trzydniówkę, i masz na rok odrobione. Nie ma, że musisz zapłacić. U nas pan Stokłosa to jest naprawdę w porządku człowiek.
No to dobrze. Bo u nas to jest inaczej, w Pile. I tutaj po niektórych wsiach też jest zupełnie inaczej.
- Ale jak ja tu pracuję, to jest elegancki pracodawca. Z nim zawsze można się dogadać.
No dobrze, dziękuję bardzo. Do widzenia.

*
PS. O tym, jak szukano w Próchnowie ,,haków'' na senatora Stokłosę, będzie można posłuchać w Radiu ,,100'' w najbliższą środę i czwartek o godz. 9.40 i 13.40.

Mariusz Szalbierz


Dane kontaktowe

Biuro Henryka Stokłosy

Śmiłowo, ul. Pilska 48
64-810 Kaczory

  henryk.stoklosa@farmutil.pl

  tel. 67 281 41 40

  kom. 667 984 000

  fax 67 281 41 44


 

Rzecznik Prasowy

Marek Barabasz

  rzecznik@farmutil.pl

  kom. 667 984 040